poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Druga Kropla: Ogień i Woda

Druga Kropla: Oto moc Bytów, Świadomość


Znam mój cały Wszechświat dokładnie.
Tak dobrze żaden człowiek nie zna swej kieszeni.
Mówię to jednak z perspektywy czasu, ponieważ był moment kiedy myślałem podobnie, a okazało się być inaczej.
Pewnego razu odpoczywałem sobie w centrum Wszechświata, we wnętrzu największej ze wszystkich Czarnych Dziur. Nagle przestrzeń przede mną eksplodowała miliardem świetlistych smug, które rodziły się i znikały jak tylko odleciały lekko od centrum wybuchu. Napór energetyczny był tak potężny, że musiałem uklęknąć. Jednak to nadal nie wystarczyło i zakryłem się dłońmi. Cały drżałem, gdyż byłem przesilony. W końcu niedawno zajęty byłem eksperymentami nad szkieletem mojej nowej siły, którą wręczę w przyszłości ludziom. Świadomością.
Nagle z atmosfery ulotniła się większość Energii, która nie należała do mnie. Pozostał tylko jeden, drobny byt leżący na samym środku Czarnej Dziury.
Twór ten ogarnięty spazmami, nie potrafił się podnieść, a tym bardziej czegokolwiek powiedzieć. Był niedoskonały, chociaż wiedziałem dobrze że jeśli wniosę kilka poprawek to będzie on bytem, który mógłbym przedstawiać jako wzór doskonałości.
Wyglądem przypominał mi to, co nazwałem kobietami. Tak też się będę o tym bycie się wyrażał.
 Drobna, krucha figurka o twarzy pucołowatej, choć nie za nadto bo o delikatnie ściętej brodzie. Włosy (lub coś na ich podobieństwo) długie miała pod ramiona. Nie była jednak zbudowana z mięśni, jak to miałem zapisane w swych projektach, tylko z substancji której na oczy nie widziałem, chociaż znałem jej nazwę. Z wody. Pomimo przeźroczystości, jej sylwetka bardzo dobrze odznaczała się na tle podłoża.
Uniosłem ją ponad ziemię aby dokładnie przyjrzeć się czym jest. Po chwili odkryłem coś bardzo ciekawego.
Twór ten powstał za sprawą Woli Istnienia. Stanu przesytu energetycznego, który wymusza na Energii Sprawczej aby jej nadmiar znikł. W tym wypadku, nadmiar Energii został przelany w byt stworzony z wody.
Wciąż drżałem. Nie zdążyłem wypocząć. Ciekawość jednak przezwyciężyła zmęczenie. Musiałem naprawić ten byt. Musiałem doprowadzić go do stanu w którym zacznie mówić i opowie mi może skąd tutaj się wziął.
Zabrałem się szybko za wprowadzanie poprawek, aż w końcu coś sprawiło że uosobienie wody przemówiło ludzkim głosem. Nie będę tutaj przytaczał żadnych naszych dialogów, ponieważ nie są one ważne. Najistotniejsze było to, że zauważyłem brak balansu pomiędzy jej emocjami. Nie potrafiła się zwyczajnie cieszyć. Na wszystko co jej pokazywałem reagowała grymasem smutku, którego nie umiałem zrozumieć. „Jak to się dzieje?” pytałem w nadziei że może ktoś usłyszy moje słowa i wytłumaczy o co tu chodzi.
Niestety, nie otrzymałem żadnej odpowiedzi. Musiałem wszystko sam wydedukować. Okazało się bowiem, że najciekawsze jest dopiero przede mną.
Kiedy udało mi się już trochę wypocząć, znów coś zaskakującego miało miejsce. Tym razem jednak lepiej byłem na to przygotowany.
Po raz kolejny nastąpiła eksplozja, tym razem jednak wyglądała inaczej. Oto wybuchła we wszystkie strony czysta Energia, w postaci niebieskich promieni. Te jednak szybko przeistaczały się w wiązki, które następnie przechodziły w czerwono-żółty, cudnie płonący i świetlisty ogień. Ten „spektakl” dał początek wielkiej ścianie, w całości zbudowanej z ognia właśnie.
Tak jak poprzednio, gdy większość Energii się ulotniła, pozostał tylko byt. Znów przypominający kobietę.
Miała krótkie, ogniste włosy, które idealnie wręcz pasowały do owalnej i promiennej twarzy. Znów, jej sylwetka była drobna tym razem nie wyglądała jednak na kruchą.
Kiedy już naprawiłem wszystkie jej usterki, okazało się że emanowała zupełnie odmiennymi emocjami niż jej poprzedniczka. Czasami wybuchała czystą niczym nie zmąconą radością, by za chwilę rozgniewać się niemiłosiernie bez powodu.
Doszedłem po chwili do wniosku, że gdyby postawić je obie obok siebie, mogłoby to zbalansować ich emocje. Ogień ogrzałby stosunek Wody do rzeczywistości, zaś Woda schłodziłaby te wszystkie potężne emocje we wnętrzu Ognia.
Kiedy to zrobiłem, z ich interakcji zaczęła unosić się para wodna, mgła. Dzięki temu zauważyłem że właśnie w niej znajduje się najwięcej Energii, dlatego też uczyniłem mgłę postacią Świadomości. Przynajmniej jej najwyższej formy…
Co  ciekawe, wszystko poszło tak jak to sobie zaplanowałem. Rzeczywiście charaktery obu bytów się zbalansowały i można było z nimi normalnie porozmawiać. Oczywiście były od siebie zupełnie różne, jednak dopełniały się idealnie.
Nadal miały swoje cechy charakterystyczne, jednak były one bardziej stonowane. Na przykład Ogień rzadziej wybuchała wściekłością, a do stanu wrzenia doprowadzić było ją trudno. Uosobienie wody za to, zamiast częstego płaczu, tylko chłodno patrzyła na świat i czasami mierzyła mnie pogardliwym wzrokiem. Może to dlatego że kiedy na swych projektach coś pisałem, to źle stawiałem przecinek? Nie wiem… W każdym razie, obie niezwykle się zmieniły. A mi pozostało jedynie pytanie, w jaki sposób powstały? Gdzie zaszedł przesyt?
Zacząłem szukać. Rozdzierałem bezpardonowo każdą powłokę międzywymiarową na jaką tylko trafiłem, aż w końcu udało mi się dotrzeć do skrzętnie zaszytego w powłokę Wszechświata miejsca. W nim znajdowała się ogromna, gigantyczna, można by rzec monstrualna ilość Energii. Taka, jakiej nigdy jeszcze nie widziałem.
A pochodziła ze szczątków Tytanów, którzy najwyraźniej właśnie tam spoczęli.
Na długo przed moim powstaniem, teren wszystkich Uniwersów zamieszkiwali Tytani. W owym czasie byli oni najpotężniejszą siłą, źródłem wszystkiego. Jednakże nie potrafili odnaleźć balansu emocjonalnego, przez co nie umieli nigdy dojść do jakiegokolwiek konsensusu. To doprowadzało do licznych wojen, które w końcu ich wybiły. To co po nich pozostało, nazwano Chaosem. W Chaosie jednak pojawiła się Energia Sprawcza, której wynikiem byli Twórcy. Tak. Nareszcie udało mi się dotrzeć do informacji jak powstałem. Pojedyncze wiązki Energii i blizny w powłoce Wszechświata mogą zawierać wiele informacji.
Dzięki temu zapasowi Energetycznemu stałem się jedynym i najpotężniejszym bytem w Pustym Świecie.

Woda i Ogień za to, stały się źródłem życia na wszystkich planetach jakie tworzyłem. Po pewnym czasie jednak, doszły do wniosku że nie chcą abym je nazywał tak po prostu Wodą i Ogniem. Dlatego też Woda przyjęła imię Kamila, a Ogień Martyna. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz