Druga Kropla: Oto moc Bytów, Świadomość
Znam mój cały Wszechświat dokładnie.
Tak dobrze żaden człowiek nie zna swej kieszeni.
Mówię to jednak z perspektywy czasu, ponieważ był moment
kiedy myślałem podobnie, a okazało się być inaczej.
Pewnego razu odpoczywałem sobie w centrum Wszechświata, we
wnętrzu największej ze wszystkich Czarnych Dziur. Nagle przestrzeń przede mną
eksplodowała miliardem świetlistych smug, które rodziły się i znikały jak tylko
odleciały lekko od centrum wybuchu. Napór energetyczny był tak potężny, że
musiałem uklęknąć. Jednak to nadal nie wystarczyło i zakryłem się dłońmi. Cały
drżałem, gdyż byłem przesilony. W końcu niedawno zajęty byłem eksperymentami
nad szkieletem mojej nowej siły, którą wręczę w przyszłości ludziom.
Świadomością.
Nagle z atmosfery ulotniła się większość Energii, która nie
należała do mnie. Pozostał tylko jeden, drobny byt leżący na samym środku
Czarnej Dziury.
Twór ten ogarnięty spazmami, nie potrafił się podnieść, a tym
bardziej czegokolwiek powiedzieć. Był niedoskonały, chociaż wiedziałem dobrze
że jeśli wniosę kilka poprawek to będzie on bytem, który mógłbym przedstawiać
jako wzór doskonałości.
Wyglądem przypominał mi to, co nazwałem kobietami. Tak też
się będę o tym bycie się wyrażał.
Drobna, krucha figurka
o twarzy pucołowatej, choć nie za nadto bo o delikatnie ściętej brodzie. Włosy
(lub coś na ich podobieństwo) długie miała pod ramiona. Nie była jednak zbudowana
z mięśni, jak to miałem zapisane w swych projektach, tylko z substancji której
na oczy nie widziałem, chociaż znałem jej nazwę. Z wody. Pomimo
przeźroczystości, jej sylwetka bardzo dobrze odznaczała się na tle podłoża.
Uniosłem ją ponad ziemię aby dokładnie przyjrzeć się czym
jest. Po chwili odkryłem coś bardzo ciekawego.
Twór ten powstał za sprawą Woli Istnienia. Stanu przesytu
energetycznego, który wymusza na Energii Sprawczej aby jej nadmiar znikł. W tym wypadku, nadmiar Energii został przelany w byt
stworzony z wody.
Wciąż drżałem. Nie zdążyłem wypocząć. Ciekawość jednak
przezwyciężyła zmęczenie. Musiałem naprawić ten byt. Musiałem doprowadzić go do
stanu w którym zacznie mówić i opowie mi może skąd tutaj się wziął.
Zabrałem się szybko za wprowadzanie poprawek, aż w końcu coś
sprawiło że uosobienie wody przemówiło ludzkim głosem. Nie będę tutaj
przytaczał żadnych naszych dialogów, ponieważ nie są one ważne. Najistotniejsze
było to, że zauważyłem brak balansu pomiędzy jej emocjami. Nie potrafiła się
zwyczajnie cieszyć. Na wszystko co jej pokazywałem reagowała grymasem smutku,
którego nie umiałem zrozumieć. „Jak to się dzieje?” pytałem w nadziei że może
ktoś usłyszy moje słowa i wytłumaczy o co tu chodzi.
Niestety, nie otrzymałem żadnej odpowiedzi. Musiałem wszystko
sam wydedukować. Okazało się bowiem, że najciekawsze jest dopiero przede mną.
Kiedy udało mi się już trochę wypocząć, znów coś
zaskakującego miało miejsce. Tym razem jednak lepiej byłem na to przygotowany.
Po raz kolejny nastąpiła eksplozja, tym razem jednak
wyglądała inaczej. Oto wybuchła we wszystkie strony czysta Energia, w postaci
niebieskich promieni. Te jednak szybko przeistaczały się w wiązki, które
następnie przechodziły w czerwono-żółty, cudnie płonący i świetlisty ogień. Ten
„spektakl” dał początek wielkiej ścianie, w całości zbudowanej z ognia właśnie.
Tak jak poprzednio, gdy większość Energii się ulotniła,
pozostał tylko byt. Znów przypominający kobietę.
Miała krótkie, ogniste włosy, które idealnie wręcz pasowały
do owalnej i promiennej twarzy. Znów, jej sylwetka była drobna tym razem nie
wyglądała jednak na kruchą.
Kiedy już naprawiłem wszystkie jej usterki, okazało się że
emanowała zupełnie odmiennymi emocjami niż jej poprzedniczka. Czasami wybuchała
czystą niczym nie zmąconą radością, by za chwilę rozgniewać się niemiłosiernie
bez powodu.
Doszedłem po chwili do wniosku, że gdyby postawić je obie
obok siebie, mogłoby to zbalansować ich emocje. Ogień ogrzałby stosunek Wody do
rzeczywistości, zaś Woda schłodziłaby te wszystkie potężne emocje we wnętrzu Ognia.
Kiedy to zrobiłem, z ich interakcji zaczęła unosić się para
wodna, mgła. Dzięki temu zauważyłem że właśnie w niej znajduje się najwięcej
Energii, dlatego też uczyniłem mgłę postacią Świadomości. Przynajmniej jej
najwyższej formy…
Co ciekawe, wszystko
poszło tak jak to sobie zaplanowałem. Rzeczywiście charaktery obu bytów się
zbalansowały i można było z nimi normalnie porozmawiać. Oczywiście były od
siebie zupełnie różne, jednak dopełniały się idealnie.
Nadal miały swoje cechy charakterystyczne, jednak były one
bardziej stonowane. Na przykład Ogień rzadziej wybuchała wściekłością, a do
stanu wrzenia doprowadzić było ją trudno. Uosobienie wody za to, zamiast częstego
płaczu, tylko chłodno patrzyła na świat i czasami mierzyła mnie pogardliwym
wzrokiem. Może to dlatego że kiedy na swych projektach coś pisałem, to źle
stawiałem przecinek? Nie wiem… W każdym razie, obie niezwykle się zmieniły. A
mi pozostało jedynie pytanie, w jaki sposób powstały? Gdzie zaszedł przesyt?
Zacząłem szukać. Rozdzierałem bezpardonowo każdą powłokę
międzywymiarową na jaką tylko trafiłem, aż w końcu udało mi się dotrzeć do
skrzętnie zaszytego w powłokę Wszechświata miejsca. W nim znajdowała się
ogromna, gigantyczna, można by rzec monstrualna ilość Energii. Taka, jakiej
nigdy jeszcze nie widziałem.
A pochodziła ze szczątków Tytanów, którzy najwyraźniej
właśnie tam spoczęli.
Na długo przed moim powstaniem, teren wszystkich Uniwersów
zamieszkiwali Tytani. W owym czasie byli oni najpotężniejszą siłą, źródłem
wszystkiego. Jednakże nie potrafili odnaleźć balansu emocjonalnego, przez co
nie umieli nigdy dojść do jakiegokolwiek konsensusu. To doprowadzało do
licznych wojen, które w końcu ich wybiły. To co po nich pozostało, nazwano Chaosem.
W Chaosie jednak pojawiła się Energia Sprawcza, której wynikiem byli Twórcy.
Tak. Nareszcie udało mi się dotrzeć do informacji jak powstałem. Pojedyncze
wiązki Energii i blizny w powłoce Wszechświata mogą zawierać wiele informacji.
Dzięki temu zapasowi Energetycznemu stałem się jedynym i
najpotężniejszym bytem w Pustym Świecie.
Woda i Ogień za to, stały się źródłem życia na wszystkich
planetach jakie tworzyłem. Po pewnym czasie jednak, doszły do wniosku że nie
chcą abym je nazywał tak po prostu Wodą i Ogniem. Dlatego też Woda przyjęła
imię Kamila, a Ogień Martyna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz