niedziela, 16 sierpnia 2015

Mglisty Król

Wizualium I:
                          "A wtedy Światło i Ciemność"

Prolog

"Właśnie od tego się wszystko zaczęło…"


   Na Górze Wszechwieści w paśmie górskim Lidront stał wykuty w skale, zrodzony z krwi, potu i czystej siły ludzkiej Klasztor Ka'Undwardar. Był to przysadzisty budynek o masywnych murach, do którego wiodła tylko jedna droga. Ułożony na planie koła, z kamieni pół-szlachetnych, wyposażony w wielki dziedziniec. Z niego można było ujrzeć pejzaż Synapii po tej stronie łańcucha Gór Niewielkich, którego Lidront było częścią.
   Tej deszczowej nocy, na skraju podwórza stał mężczyzna w kapturze. Miał na sobie skąpą szatę w kształcie litery V oraz długie, czarne spodnie. Nie posiadał żadnych włosów na głowie, czy klatce piersiowej.  Krople deszczu strumieniami spływały po nim, lecz on nic sobie z tego nie robił.
   W pewnej chwili na horyzoncie dojrzał wybuch ognia. W oddali płonęła wioska. Sentaperde. Kilka sekund minęło, a z niej wypadł mężczyzna. Z tego punktu widać go było bardzo dobrze. Za nim goniła Ciemność. Wielkie Zło. Łysy człowiek odwrócił się i zmierzył zamglonym wzrokiem swoich pobratymców. Zacisnął pięści i krzyknął głębokim tenorem:
- Bracia! Rytuał Wszechświata czas zacząć!
   W centrum kolistego placu stał mężczyzna, nagi od pasa w górę, dobrze zbudowany, miał ogoloną głowę. Otoczony był kamieniami oraz czarami z wodą. W prawej ręce trzymał wielki młot, zaś w lewej wachlarz. W czterech punktach wokół tej całej przedziwnej mozaiki, stali kapłani w długich skórzanych szatach. Na ich dłoniach leżały rozpalone lampy oliwne, które pomimo ulewy nieustannie płonęły. Obok na szerokim stopniu stało dziesięciu kolejnych ludzi, z czego co drugi miał przed sobą wielki bęben. Wszyscy byli równo ubrani w czarne, materiałowe stroje, z zakrytymi oczami. Na skraju dziedzińca stały setki małych lampek, które rozświetlały noc.
   Na znak wszyscy stojący za bębnami, zaczęli w nie rytmicznie uderzać. Byli ze sobą idealnie zgrani. Reszta mężczyzn poczęła w niskich tonach wyśpiewywać jakąś pieśń. W tym czasie łysy człek rozłożył ręce, wzrok skierował ku niebu i rozpoczął swoją modlitwę.
- Anhde, Bware, Tzo, Dtre! - czarne niebo rozcięła szabla błyskawicy.
- Wielki Twórco! - powiał wiatr, a mężczyzna wewnątrz kręgu zaczął rozbijać kamień za kamieniem, nadając kotłom tempo. Dokładnie na raz.
- Zesłałeś mnie tu, bym ja Dzetediron, odnalazł Mglistego!
- Oto On! - krzyknęli nagle wszyscy kapłani.
- Uczyń go, uczyń go więc tym kim ma być!
- Uczyń go! - znowu zakrzyknęli mężczyźni.
- Bo to właśnie dziś, to ten przepowiedziany czas!
- To dziś!
- A wtedy Światło i Ciemność!
- Światło i Ciemność!
- W jedność połączone!
- W jedność!
- Razem w mgłę ponownie przejdą!
- Razem!
- By we Wszechświecie porządek przywrócić!
- Razem!
- Więc proszę Cię Twórco! Ratuj go teraz!
- Ratuj!
- By mógł!
- Mógł!
- Ponownie!
- Porządek!
- Sprowadzić!
   W tamtej chwili, ostatni kamień został rozbity, ostatnia czara z wodą rozlana i ostatni powiew wiatru wywołany wachlarzem się uspokoił. Oliwne lampy na dłoniach mężczyzn w szatach się wypaliły a z nieba spadł na uciekającego w dole mężczyznę, który teraz stał zapędzony do ślepego zaułka przez Ciemność, oślepiający promień światła.

   Światło było tak potężne, że wszyscy kapłani padli na kolana i przez nie mogli niczego zobaczyć. Wszyscy, prócz Dzetedirona. Ten spoglądał jedynie z uśmiechem na kolejny wybuch przy mężczyźnie, spowodowany Stykiem Energetycznym. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz