Wizualium I:
"A
wtedy Światło i Ciemność"
Prolog
"Właśnie od tego się wszystko zaczęło…"
Na Górze Wszechwieści w paśmie
górskim Lidront stał wykuty w skale, zrodzony z krwi, potu i czystej siły
ludzkiej Klasztor Ka'Undwardar. Był to przysadzisty budynek o masywnych murach,
do którego wiodła tylko jedna droga. Ułożony na planie koła, z kamieni
pół-szlachetnych, wyposażony w wielki dziedziniec. Z niego można było ujrzeć
pejzaż Synapii po tej stronie łańcucha Gór Niewielkich, którego Lidront było
częścią.
Tej deszczowej nocy, na skraju podwórza stał
mężczyzna w kapturze. Miał na sobie skąpą szatę w kształcie litery V oraz
długie, czarne spodnie. Nie posiadał żadnych włosów na głowie, czy klatce
piersiowej. Krople deszczu strumieniami
spływały po nim, lecz on nic sobie z tego nie robił.
W pewnej chwili na horyzoncie dojrzał wybuch
ognia. W oddali płonęła wioska. Sentaperde. Kilka sekund minęło, a z niej
wypadł mężczyzna. Z tego punktu widać go było bardzo dobrze. Za nim goniła
Ciemność. Wielkie Zło. Łysy człowiek odwrócił się i zmierzył zamglonym wzrokiem
swoich pobratymców. Zacisnął pięści i krzyknął głębokim tenorem:
- Bracia!
Rytuał Wszechświata czas zacząć!
W centrum kolistego placu stał mężczyzna,
nagi od pasa w górę, dobrze zbudowany, miał ogoloną głowę. Otoczony był
kamieniami oraz czarami z wodą. W prawej ręce trzymał wielki młot, zaś w lewej
wachlarz. W czterech punktach wokół tej całej przedziwnej mozaiki, stali
kapłani w długich skórzanych szatach. Na ich dłoniach leżały rozpalone lampy
oliwne, które pomimo ulewy nieustannie płonęły. Obok na szerokim stopniu stało
dziesięciu kolejnych ludzi, z czego co drugi miał przed sobą wielki bęben.
Wszyscy byli równo ubrani w czarne, materiałowe stroje, z zakrytymi oczami. Na
skraju dziedzińca stały setki małych lampek, które rozświetlały noc.
Na znak wszyscy stojący za bębnami, zaczęli
w nie rytmicznie uderzać. Byli ze sobą idealnie zgrani. Reszta mężczyzn poczęła
w niskich tonach wyśpiewywać jakąś pieśń. W tym czasie łysy człek rozłożył
ręce, wzrok skierował ku niebu i rozpoczął swoją modlitwę.
- Anhde,
Bware, Tzo, Dtre! - czarne niebo rozcięła szabla błyskawicy.
- Wielki
Twórco! - powiał wiatr, a mężczyzna wewnątrz kręgu zaczął rozbijać kamień za
kamieniem, nadając kotłom tempo. Dokładnie na raz.
- Zesłałeś
mnie tu, bym ja Dzetediron, odnalazł Mglistego!
- Oto On! -
krzyknęli nagle wszyscy kapłani.
- Uczyń go,
uczyń go więc tym kim ma być!
- Uczyń go!
- znowu zakrzyknęli mężczyźni.
- Bo to właśnie
dziś, to ten przepowiedziany czas!
- To dziś!
- A wtedy
Światło i Ciemność!
- Światło i
Ciemność!
- W jedność
połączone!
- W jedność!
- Razem w
mgłę ponownie przejdą!
- Razem!
- By we
Wszechświecie porządek przywrócić!
- Razem!
- Więc
proszę Cię Twórco! Ratuj go teraz!
- Ratuj!
- By mógł!
- Mógł!
- Ponownie!
- Porządek!
-
Sprowadzić!
W tamtej chwili, ostatni kamień został
rozbity, ostatnia czara z wodą rozlana i ostatni powiew wiatru wywołany
wachlarzem się uspokoił. Oliwne lampy na dłoniach mężczyzn w szatach się
wypaliły a z nieba spadł na uciekającego w dole mężczyznę, który teraz stał
zapędzony do ślepego zaułka przez Ciemność, oślepiający promień światła.
Światło było tak potężne, że wszyscy kapłani
padli na kolana i przez nie mogli niczego zobaczyć. Wszyscy, prócz Dzetedirona.
Ten spoglądał jedynie z uśmiechem na kolejny wybuch przy mężczyźnie,
spowodowany Stykiem Energetycznym.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz